ZAPRASZA.net POLSKA ZAPRASZA KRAKÓW ZAPRASZA TV ZAPRASZA ART ZAPRASZA
Dodaj artykuł  

KIM JESTEŚMY ARTYKUŁY CIEKAWE LINKI 2002-2009 NASZ PATRONAT KRONIKA KRAKOWA DZIŚ W POLSCE

Inne artykuły

Zapytanie do Pani Premier Rządu  
28 listopad 2016      Jacek Bartyzel
"Dowody uznania poza sceną" 
18 grudzień 2017      MrHollyroller
Gorzej niż murzyn 
30 marzec 2016      Artur Łoboda
Chinom wystarczyło 10 lat 
3 czerwiec 2017     
Parę słów o ARACHNOFOBII...czyli akcja "Pająk"... jak to było z człowiekiem z ...walizką. /z teki Teatru ESSE/ 
2 luty 2014      Ewa Englert-Sanakiewicz
Obudź się, Polsko 
15 maj 2012     
Jakie epidemie nam grożą 
6 sierpień 2014      www.polskawalczaca.com
Znawcy wszechrzeczy do dzieła! 
28 padziernik 2011      Artur Łoboda
The Neocon’s Defeat in Iraq: On to Iran 
3 listopad 2011      Kevin MacDonald
Polityczna i karna odpowiedzialność za SKOK Wołomin 
28 marzec 2015      Artur Łoboda
Diagnoza i terapia 
23 maj 2016      Izabela Brodacka
„Jak powstawały i jak upadały zakłady przemysłowe w Polsce” 
13 wrzesień 2014      www.polskawalczaca.com
Demokracja strachu 
21 wrzesień 2014      www.polskawalczaca.com
Jak się nam pluje w twarz? 
22 kwiecień 2011      Artur Łoboda
O rozsądek w temacie "żołnierzy wyklętych" 
4 lipiec 2013      Artur Łoboda
Nazistowski Manifest Syjonistów 
30 styczeń 2018     
Odgadywanie motywów Williama Styrona przez jego córkę 
25 kwiecień 2011      Iwo Cyprian Pgonowski
Konstytucja 3 maja 1791, czyli koniec Polskiej Rzeczypospolitej Szlacheckiej 
24 kwiecień 2009      Iwo Cyprian Pogonowski
Świat psychopatów 
19 styczeń 2012      Artur Łoboda
Rżnij Walenty, kapucyny wracają ! 
19 sierpień 2010      Zygmunt Jan Prusiński

 
 

Folwark zwierzęcy 2012

Rewolucja Bolszewicka była doskonale zorganizowaną strategią otumanienia społeczeństwa rosyjskiego.
Robotnikom obiecywano dosłownie - fabryki na własność. Chłopom obiecywano ziemię.
Zapowiadano nadchodzące szczęście i powszechny dobrobyt.
Wprzęgnięto artystów do tumanienia niepiśmiennych robotników i chłopów.
Tylko sztuka "rewolucyjna" miała rację bytu. A burżuazyjnych artystów "likwidowano" - jako nieprzydatnych.
Stworzono niebotyczny aparat ideologicznego otumaniania ludzi.
Fałszowano historię i cenzurowano bieżące informacje.

Szybko okazało się jednak, że kraj powszechnego szczęścia to tylko mrzonki.
Robotnicy nie otrzymali fabryk a chłopom dano ziemię tylko na chwilę - by zachłysnęli się swoją nadzieją.
Kiedy nie chcieli jej oddać z powrotem państwu sowieckiemu to ginęli jako kułacy i wrogowie ludu a w "najlepszym wypadku" trafiali na Syberię do katorżniczych obozów pracy.

Nadszedł czas gdy bolszewicy musieli płacić za zakupy uzbrojenia za granicą i wtedy wyduszono z narodów sowieckich ostatnie poty.
Ukraińcom odebrano całą wyprodukowaną żywność - w rezultacie czego zmarło około 8-9 milionów ludzi.
Prawie cała żywność była wysyłana za granicę.
Zmiażdżone i przetrzebione społeczeństwo rosyjskie do początku lat dziewięćdziesiątych się nie podniosło.

Winę za to ponoszą wszyscy - którzy w tworzeniu bolszewickiej machiny propagandowej uczestniczyli.
Przez ten cały czas wmawiano uciemiężonym Rosjanom, że pracują dla dobra przyszłych pokoleń.

Siedemdziesiąt lat później dokonano w Polsce bardzo podobnej operacji.
Wciągnięto rzekomych "ludzi kultury" do pierwszego pookrągłostołowego sejmu by tumanili społeczeństwo polskie. Tak - jak kiedyś robili to artyści rosyjscy.
Dano Polakom obligacje PPP - ale okazały się one bezwartościowe.
Chłopi mogli kupować ziemię, ale bez możliwości ekonomicznych prowadzenia jakiejkolwiek działalności bo lichwiarskie kredyty były dla nich stryczkiem ekonomicznym.

Od 22 lat wmawia się nam, że dobrze będzie kiedyś - w przyszłości.
Tymczasem coraz bardziej zaciska się pasa.
Im bardziej Państwo jest zrujnowane - tym bardziej bezczelną propagandę się sieje.
Bolszewicy budowali "pałace" dla ludu.
POlszewicy wybudowali stadiony dla ludu.


Kto się nie uczy historii, temu historia sama się przypomina.
I w tym momencie przychodzi druzgocące dla mnie pytanie - bo ja doskonale pamiętam historię.

Kto będzie na tych stadionach uwięziony?
My - czy oni?
Bo to, że nadejdą niedługo krwawe czasy jest dla mnie oczywiste.
Oni zrobili wszystko - by doszło do tragedii.
24 luty 2012

Artur Łoboda 

  

Komentarze

 

Ponowna wizyta na folwarku zwierzęcym (ze zbioru "Panowie Dyskursu" na www.israelshamir.net)

Izrael Szamir

Wertując ostatnio archiwa George'a Orwella przeczytałem długi list, najwidoczniej napisany przez jednego z dawnych przyjaciół pisarza. Celem listu miały być konsekwencje zdarzeń, jakie miały miejsce na folwarku zwierzęcym, tym unikalnym eksperymencie zwierzęcego samorządu:
„Drogi George'u, moje poszukiwania zaprowadziły mnie na folwark w **shire, który tak żywo opisałeś w swojej książce. Nie jestem w stanie powiedzieć, jak wielką radość sprawiło mi otrzymanie grantu Akademii na zbadanie jedynego folwarku na świecie, w którym zwierzęta kierowały swoimi sprawami.
Wiedziałem, że pełna demokracja została na folwarku prawie natychmiast zastąpiona przez surowe rządy świń i ich okrutnych psów, więc raczej obawiałem się przekroczyć jej dobrze strzeżoną granicę. Gdy jechałem na wózku ciągnionym przez konia po szerokich alejach Folwarkowa, prosię Linda powiedziało mi, że okropności opisane w twojej książce obecnie przeszły do historii i nastał system liberalny.
Był to jeden z najmniej wydajnych folwarków w okolicy. Lecz zwierzęta były dobrze karmione i przyzwoicie mieszkały, chociaż w raczej skromnych pomieszczeniach. Nie było tutaj powszechnej równości; wszystkim kierował mały zespół specjalnie wychowanych świń. Lecz nawet ich lepsze warunki nie wydawały się bardzo różnić od warunków pozostałej reszty – trochę więcej żarcia, większe pomieszczenia, dostęp do wspólnego wózka folwarku.
Zwierzęta nie były zadowolone. Im bliżej szczytu władzy znajdowały się zwierzęta, tym bardziej były niezadowolone. Marzeniem Lindy było dostanie się do świata ludzi i zostanie gwiazdą Muppet Show. Tego wieczora przyprowadziła paru przyjaciół do mego pokoju w ludzkim klubie. Były to rządzące świnie i lisy intelektualiści – jedyne rodzaje zwierząt, które taki przybysz jak ja mógł spotkać na folwarku. Konie - proletariusze i krowy – chłopi nie umiały w ogóle rozmawiać po ludzku.
Wszyscy goście narzekali. Świnie porównywały swoje chlewy z pałacami teksańskich milionerów naftowych (widziały „Dallas”). Spotkałem pewnego prominentnego świniaka, Stinky, który miał wszystko co folwark mógł dać. Był on szefem salonu masażu dla rządzących świń i tym samym należał do elity. Oznaczało to brak ograniczeń w żarciu, ładny chlew w centrum, komfortową daczę za miastem i możliwość podróżowania do Londynu i Paryża.
„Musisz być zadowolony z życia”, zauważyłem.
„Nie, jestem nieszczęśliwy”, zapiszczał, „kiedy tylko pojadę do Paryża lub Nowego Jorku muszę oszczędzać i mieszkać w naszych mieszkaniach służbowych. Uciechy Lazurowego Wybrzeża są nie dla mnie, nie mogę kupować w Faubourg St Honore”.
„Lecz przecież macie własne piękne miejscowości wypoczynkowe, własnych jubilerów”, oponowałem.
„Są gorsze od waszych”, odpowiedział zdecydowanie. Lisy były nawet bardziej niezadowolone. „Jesteśmy zmuszane do mieszkania w tych samych domach co konie”, powiedział mi czerwony lis. „My, tak bardzo wykształceni - musimy żyć z tymi ordynarnymi bestiami”. Lisy srebrne dumnie obwieściły o swoim północnoamerykańskim pochodzeniu; jeden z nich pokazał mi artykuł w „Encyclopaedia Britannica” potwierdzający ten fakt.
„Zobacz”, powiedział, „moglibyśmy mieszkać w Beverly Hills. Mam krewnego, który wrócił do Ameryki i wylądował w ramionach Nancy Reagan”.
„Życie zagranicą jest tak wspaniałe”, wykrzyknęła Linda. „Pewnego razu poszłam na wystawę świń w Montrealu. Mieszkałyśmy w złotych chlewach, kąpałyśmy się w olbrzymich wannach i dawano nam prawdziwe francuskie frytki. Tylko pomyśl: wszyscy moglibyśmy tak żyć. Lecz nasi szefowie nie chcą tego. Ciągle mówią nam, że ludzie by nas zjedli, zaszlachtowali, zabrali by nasze dzieci... Powiedz nam, jak możemy pozbyć się rządzących nami świń i dołączyć do ludzkości?”
Znalazłem się w dwuznacznej sytuacji. Entuzjazm dla społeczeństwa ludzkiego był wielki i zaraźliwy, lecz oczekiwania były jawnie zbyt optymistyczne. Wymamrotałem coś o kotletach wieprzowych. Linda spojrzała na mnie ze strachem: „Powinnam o tym pomyśleć – jeśli ciebie zaproszono na folwark, musiałeś się zgodzić na poparcie maszyny do prania mózgów Rottena. Dobrze, że nie wszyscy ludzie są tacy. Na przykład, pan Johnson...”
„Kim jest pan Johnson?”, spytałem.
„Ja jestem Johnson”, odpowiedział wysoki człowiek, gładko wygolony blondyn w dobrze skrojonym szarym garniturze, który wszedł do mego pokoju bez pukania.
„Drogi panie Johnson”, pozdrowili go wszyscy. „Wrócił pan. Czy przyniósł pan tych parę drobiazgów, któreś pan obiecał?”
„Oczywiście, przyniosłem. Masz tu paczkę Marlboro, Lindo, i coś od Christiana Diora dla ciebie, Stinky, a niebieskie dżinsy dla ciebie, Różo...”
Dowiedziałem się, że pan Johnson był dziedzicem ogromnego Rancza Johnsonów na zachód od folwarku zwierzęcego i regularnie go odwiedzał, gdzie mógł kupić nadwyżki produkcji i sprzedać piękne rzeczy z wielkiego świata.
Później powiedział mi, że jego ojciec, Jamison Johnson senior, marzył o przyłączeniu ziemi swoich wschodnich sąsiadów do swego majątku. Po zmodernizowaniu, folwark zwierzęcy mógłby być doskonałym źródłem dochodów, produkując mleko, mięso i skóry...
Oprócz biznesu, pan Johnson senior był pochłonięty ideą odzyskania folwarku zwierzęcego dla ludzi. Zwykł mawiać: „Myśl, że zwierzęta rządzą się same jest straszną bezbożnością, może to być pokusą dla moich krów i koni”.
W każdym razie, Mr Johnson junior przyszedł tego wieczoru z powodu specjalnej religijnej okazji – aby celebrować Kult Cargo, którego najwyższym kapłanem był Stinky.
„Panie i panowie”, zaczął Stinky, „podziękujmy naszemu Wielkiemu Dobroczyńcy, drogiemu panu Johnsonowi. Podziękujmy także Wielkiej Skrzyni Towarów”. Zwierzęta wzniosły owację.
Lecz pan Johnson miał złe wieści: „Próbowaliśmy przekonać przewodniczącego Rottena, by sprzedał nam trochę łąk, które graniczą z naszym ranczem, lecz nie zgodził się. Dlatego nie możecie mieć wszystkich słodyczy i drobiazgów o które prosiliście, drogi Stinky”.
„Cholerny Rotten”, warknął Stinky, „Po co nam potrzebne te łąki? Mamy dość łąk. To słodyczy nam brakuje! W następnym tygodniu pojdę na wasze ranczo i zobaczymy co można zrobić”.
Wyszli razem ramię w ramię.
Nie wiedziałem wtedy, że byłem świadkiem przełomowego momentu: początku rewolucji, która zmieniła oblicze folwarku zwierzęcego...
Kilka dni później po włączeniu telewizji w moim pokoju gościnnym dla ludzi, zamiast zwykłych historii o koniach - przodownikach pracy zobaczyłem wizytę Stinky na farmie pana Johnsona. Była to wizyta prawie królewska, z czerwonym dywanem i tłumem dziennikarzy i operatorów filmowych. Z dnia na dzień, Stinky stał się najpopularniejszą świnią na świecie. Nawet zwierzęta które znały go od lat zaczęły patrzeć na niego nowymi oczyma, gdy ogłaszał:
„Uczynimy nasze życie całkowicie tak radosnym, jak u Johnsonów”.
Dotychczas życie na folwarku zwierzęcym było nudne, lecz bez kłopotów. Każde zwierzę dostawało paszę niskiej jakości, lecz do syta, i nie wymagano, aby ciężko pracowało. Lecz wszystko to miało się zmienić.
Wtedy to, lis Maks, mający poważanie u wielu wpływowych świńskich przyjaciół, otrzymał od Johnsona nową zabawkę. Było to wspaniałe, błyszczące, japońskie wideo. Świnia mająca dostęp do prasy drukującej talony na sprzedaż siana też kupiła wideo. Lecz lis Maks zrobił sprytniejszy ruch: wykorzystał swoje mało wartościowe talony i kupił wielkie ilości siana, które przewiózł do Johnsonów aby wymienić na 20 dodatkowych wideo.
Był to prawdziwy grom z jasnego nieba dla zwierząt. Mogli teraz zobaczyć, że dobre życie to nie uprawa pól ani szycie ubrań, lecz sprzedawanie wideo i eksportowanie siana.
Lisy i świnie zaczęły sprzedawać siano, aby nabyć ludzkie delikatesy. I siana zaczęło brakować. Robole, krowy i konie, musiały stać w kolejkach, czekając na dostawę.
Przestały pracować: stanie w kolejkach zabierało im cały czas. Ponieważ siana zaczęło brakować, lisy odkryły, że mogłyby mieć przyzwoite zyski, sprzedając siano za więcej talonów. I chociaż krowy i konie były niezadowolone, nikt nie rozumiał ich języka.
Niektóre staromodne świnie sprzeciwiły się Stinky'emu. Uważały, że powinno się zostawić trochę paszy dla zwierząt. Poparła ich mała i ezoteryczna grupa końskich intelektualistów, którzy starali się przypomnieć zwierzętom, że życie poza folwarkiem to także rzeźnie.
Lecz Stinky nie dał się powstrzymać. Gdy wprowadził nowość w postaci wolności wypowiedzi, Mr Johnson senior zorganizował konkurs wśród dziennikarzy na najlepszy artykuł demaskujący przeszłość folwarku zwierzęcego. Wyjaśniono wszystkie ciemne plamy z historii folwarku, z szaf wyciągnięto wszystkie trupy, natomiast życie poza folwarkiem było wychwalane pod niebiosa.
Folwark stał się miejscem przygnębiającym. Stinky został nagrodzony honorowymi doktoratami uniwersytetów w Salamance i Oksfordzie, lecz był coraz bardziej niepopularny w ojczyźnie.
„Wkrótce Stinky zostanie obalony, ponownie będzie rządzić stara świńska gwardia, a my stracimy ciężko zdobyte wille i miliony”, powiedział lis Maks przyjaciołom. „Czas działać”. Przypomniał sobie o wieprzu Twardym, który kiedyś kierował folwarkiem, lecz został zdymisjonowany przez stare świnie po awanturze o ukradzione konfitury. Twardy był wielkim wielbicielem ludzkiego stylu życia, które według niego polegało na piciu whisky w dyrektorskim towarzystwie. Maks znalazł Twardego w jego chlewie siedzącego nad pustą butelką, i zaproponował mu jeszcze jedną szansę...
Następnie Maks poszedł do Stinky'ego i ostrzegł go o niebezpieczeństwie: „Zostaniesz obalony, jeśli nie będziesz się bronił. Musisz wziąć do obrony psy”.
Stinky zajęczał: „Jak ja, doktor filozofii uniwersytetów w Salamance i Oksfordzie, mogę zachowywać się jak stary założyciel folwarku?” Lecz w końcu zgodził się, że można w tajemnicy spuścić psy.
Maks wybrał stare bezzębne psy i ustawił je wokół rezydencji Stinky'ego. Następnie pojawił się wieprz Twardy ze starannie wybraną bandą lisów. „Zabij mnie, jeśli chcesz”, wykrzyknął, „lecz nie zdołasz powstrzymać zwierząt dążących do ludzkiego stylu życia”.
Te bohaterskie słowa zostały natychmiast wyemitowane przez telewizję Johnsona i wywołały u wielu entuzjazm. Lisy rzuciły się na pałac, lecz stare psy nie zdołały się domyśleć, czego od nich oczekiwano... Stinky oświadczył, że został uwięziony przez psy, lecz nie wywarło to żadnego wrażenia na bandzie Twardego. Został zdymisjonowany i uwięziony. Dzień Wielkiego Zwycięstwa nad Psami ogłoszono świętem narodowym, a na głównym placu postawiono pomnik Twardego, trzymającego za gardło wściekłego Psa Baskerwillów.
„Rządy świń się skończyły”, ogłosił wieprz Twardy. Świnie, które poparły Twardego, przemianowano na tuczniki. Wieprz nie dbał o stare tytuły i przyjął ulubione przez ludzi stanowisko Dyrektora Wykonawczego.
Coraz więcej łąk i pastwisk należących do folwarku zwierzęcego przekazywano właścicielom ludzkiego rancza w zamian za bezpłatną pomoc. Johnson stawiał płoty aby powstrzymać głodne konie i krowy przed wejściem w szkodę, i tylko lisom i tucznikom zajmującym się eksportem pozwalano przekraczać granicę.
„Lecz co mogli eksportować?” dziwiłem się, dopóki nie zobaczyłem Maksa doglądającego ładowania na ciężarówkę raczej chudych krów.
„Głupio, że jesteśmy jedynym folwarkiem, który mając mnóstwo krów nie eksportuje wołowiny”, wyjaśnił.
Niektóre zwierzęta, głównie konie i parę świń, zaczęły powoli rozumieć co się dzieje i zbierały się by zaprotestować. „Zwierzęcy folwark dla zwierząt” krzyczały. „Nie sprzedawajcie nas rzeźnikowi”.
Bramy biura Twardego otwarły się i pojawiło się stado dogów. Nie były to stare bezzębne stworzenia, lecz silne, okrutne bestie, które rzuciły się na tłum. W tym dniu Twardy wygrał – kecz niezadowolenie było duże. Nawet moja przewodniczka Linda zaczęła coś podejrzewać, gdy zobaczyła przyjaciół znikających w ciężarówkach zdążających do rzeźni.
Tymczasem lis Maks, pojechał do pana Johnstona seniora i wrócił z kontraktem: „Folwark zwierzęcy będzie należał do pana Johnsona i będzie nazywał się Nową Farmą Johnsona. Pan Johnson będzie zaopatrywał zwierzęta w siano. Rozumie się samo przez się, że będzie miał prawo zabierać niektóre zwierzęta do swoich zakładów. Pan Twardy pozostanie Dyrektorem Wykonawczym”.
Kontrakt podpisano i tym samym smutna historia folwarku zwierzęcego dobiegła końca. Nowi ludzcy panowie wymusili wysłanie sporej liczby zwierząt do rzeźni. Nikt już nie potrzebował tak dużo personelu do sprzedaży siana...
Johnson uczynił swoje ranczo jeszcze wydajniejszym, zamknął kilka dalej leżących zagród a z wszystkich piśmiennych świń zrobił rąbankę. Lisy wysłano do kuśnierzy, a telewizja Johnsona została zamknięta ponieważ teraz wywoływała wśród zwierząt niewłaściwe oczekiwania. Całkowicie rozgoryczony opuściłem zniszczony folwark. W pociągu spotkałem lisa Maksa i wieprza Twardego, którzy wybierali się na Florydę”.

2012-02-24
Rąbieski

 

Oczywiście, Izrael Szamir pisze o folwarku, który istniał w Polsce w latach 1944-1989. Z wnioskami p. Artura się zgadzam.

2012-02-24
Rąbieski

  

Archiwum

Chiny i Rosja jako niespodziewanie pogodzeni sąsiedzi
listopad 16, 2006
Iwo Cyprian Pogonowski
Wbrew narodowi. SOBCZAK i SZPAK
marzec 25, 2003
http://angora.pl/
"Czyściciel stajni Augiasza" czyli wywody Korwina Mikkego
sierpień 25, 2002
Angora
Ds. praw człowieka
sierpień 28, 2006
Bogusław
Blokada umysłu
maj 10, 2008
Artur Łoboda
Skansen z ludzkiego życia
grudzień 29, 2003
Dziennik Polski
Jak na dłoni
marzec 29, 2004
Agata
Oszwabić Polaków (1)
lipiec 17, 2004
IAP
Afera PiS. W obronie nie tyle Mirosława G. co demokracji i praworządności, a przeciw Relidze i zdegenerowanym karłom... Dwa
maj 8, 2007
tłumacz
"Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust intelektualny".
padziernik 23, 2003
Artur Łoboda
"Poziomowanie wydziałów" - czyli zmiany w Urzędzie Miasta Krakowa
kwiecień 9, 2003
Artur Łoboda
Prawo nie mówi, jakie mają być pochodnie - Wywiad ze Stanisławem Michalkiewiczem
grudzień 8, 2006
rozmawiała Magdalena Kula
Zarzewie III wojny swiatowej
luty 17, 2003
ks. Czeslaw Bartnik
"kamienie przez Boga rzucone na szaniec..."
sierpień 2, 2004
zaprasza.net
Imperium
lipiec 2, 2003
prof. Iwo Cyprian Pogonowski
Głupich nie sieją
kwiecień 17, 2005
Nie na darmo wybili nam 80% inteligencji
luty 21, 2008
Piotr Bein
Pouczająca lekcja
sierpień 28, 2003
Nasz Dziennik
Żal za wyrządzone zło czy obłuda?
maj 21, 2003
Julia M. Jaskólska
LISBONA = TARGOWICA
marzec 30, 2008
Inz. Jerzy Skoryna
 


Kontakt

Fundacja Promocji Kultury
Copyright © 2002 - 2012 Polskie Niezależne Media